Zima w mieście
ŻycieTo ci dopiero dziwny wpis będzie, bo miastem z tytułu nie jest Tuszyn, a Łódź (!). Trochę mnie naszło na myślenie w piątkowy wieczór.
To ci dopiero dziwny wpis będzie, bo miastem z tytułu nie jest Tuszyn, a Łódź (!). Trochę mnie naszło na myślenie w piątkowy wieczór.
Może dziwna pora na wpis na blogu, ale w nocy jakoś inaczej się myśli, zupełnie co innego do głowy człowiekowi przychodzi...
Teraz mam ochotę co nieco podsumować i stworzyć z tego długą w swojej rozciągłości notkę. 
A dzisiaj będzie całkiem z innej beczki, bo wydarzyło się coś, co mnie totalnie powaliło na łopatki i spowodowało długotrwałe bóle brzucha na skutek zbyt dużej dawki śmiechu.
Otóż rzecz się wydarzyła w domu odległym od mojego miejsca zamieszkania o dwa dobre rzuty beretem, mianowicie u sąsiada M. Tatuś włączył TV, a że głodny sensacji-akcji-atrakcji, to oczywiście coś o gliniarzach. Konkretnie W11.
Nie będę przyznawał innym racji tylko dlatego, że głośniej krzyczą. Nie będę myślał tylko o sobie. Nie będę się zmuszał do niczego. Nie będę oszukiwał samego siebie. Nie będę uczył się pierdół, które poza rozwiązywaniem krzyżówek do niczego innego się nie przydają.
Nie przyznam, że Windows ssie. Bo go używam i jestem zadowolony. Nie przyznam, że Linux jest super - nie podoba mi się i tyle. Nie przyznam się do błędu, którego nie popełniłem.
Nie przestanę rozwijać swoich zainteresowań. Nie przestanę mieć swojego zdania. Nie przestanę się uczyć. Nie przestanę być sobą. Nie przestanę słuchać muzyki, która akurat mi się podoba. Nie szkodzi, że na sentencję 'disco polo' niektórym skręca kiszki.
Nie znoszę, gdy ktoś przez swój stosunek do tego, co robię, próbuje mnie ograniczać.
Dziękuję.

Tą notkę powinienem w zasadzie napisać już na początku wakacji, jednak zawsze coś mi wypadało, aż w końcu upłynął ponad miesiąc. Teraz mam zamiar nadrobić zaległości. 
Mam nadzieję, że nikogo nie odstraszy spora objętość tego wpisu. 