Poświąteczne myśli
ŻycieMoże dziwna pora na wpis na blogu, ale w nocy jakoś inaczej się myśli, zupełnie co innego do głowy człowiekowi przychodzi...
Teraz mam ochotę co nieco podsumować i stworzyć z tego długą w swojej rozciągłości notkę. 
Po łódzku mówiąc, "tęga rozkmina"
A przemyśleń rozmaitych było ostatnio co niemiara. Poza sformułowaniem jednej złotej myśli
Walka nie kończy się, gdy jeden z zawodników leży na deskach, ale dopiero gdy opuści ring. Nieważne czy sam, czy będzie trzeba go wynieść.
czy drugiej
Niemożliwe jest tam, gdzie ciało nie wyrabia. Własną psychikę można złamać.
Akurat w jednej sprawie, na której mi zależało okazało się, że samo nastawienie i starania nie wystarczą. Trudno. Cieszę się, że nikt mi nie zarzuci (a najbardziej, że sam nie sobie nie mogę), że nie próbowałem, nie starałem się, a odpuściłem sobie na starcie, bo dałem sobie spokój dopiero po 100% określeniu jednoznaczności sytuacji. Może moment konfrontacji z prawdą nie był jakoś super odpowiedni, ale... W myśli innej zasady, jeśli nic nie mam to i nic nie mogę stracić, co zachęca do prób...
Da się czytać coś więcej niż opisy na GG
Jakoś wystartowanie w olimpiadzie historycznej i związana z tym konieczność przeczytania stosiku podręczników i innych lektur przekonała mnie, że jednak mam czas czytać książki. Ale nie rzuciłem się na jakieś opowiadania fantasy Sapkowskiego, ani nie dokończyłem 7. części Harrego Pottera. Zainteresowała mnie całkiem inna gałąź, mianowicie coś o psychologii. Przeczytałem błyskawicznie Psychologię zmiany Marka Skały i pełny pozytywnych odczuć mimo kapiącej miejscami z kartek megalomanii autora (lekka hiperbola z mojej strony xD), sięgnąłem po następną pozycję, mianowicie Ty jako swój największy wróg, autora już nie pamiętam. A ta książka wywarła na mnie spory wpływ, chociaż ciągle brakowało mi czasu by ją dokończyć i w końcu przeczytaną w 3/4 zaledwie musiałem oddać do biblioteki pedagogicznej. Szkoda, ale po nowym roku dokończę.
Za opóźnione reakcje dostaje się potem po tyłku
Kiedy wybierałem szkołę średnią, ucieszyłem się, że XXXI LO daje mi możliwość uczenia się francuskiego, na który chciałem uczęszczać, bo moje podejście do niemieckiego było w gimnazjum hmm... cokolwiek lekceważące.
Poza tym czułem jakąś wewnętrzną chęć, by podjąć edukację mowy Napoleona. No nie wiem, taka zachcianka. Ostatecznie jednak zapisałem się na niemiecki, co zrobiłem faktycznie omyłkowo (ahh!), a teraz po półtora roku zdecydowałem się przepisać. Nie dlatego, że z niemieckiego mam 2/3, ale dlatego, że jednak chcę się uczyć francuskiego.
No i fajnie, mam nadrobić 1,5 roku w 1,5 miesiąca. A potem egzamin komisyjny pisemny i ustny. W sumie uważam to za całkiem ciekawe wyzwanie.
A najczęstsze reakcje to:
Chyba zgłupiałeś!
WTF?!
Nikt przed tobą takiego numeru nie wyciął...
No przykro mi bardzo, wymyśliłem sobie i teraz mam zamiar ten cel zrealizować, nawet robiąc wszystko praktycznie samemu, poza małymi 'checkpointowymi' kontrolami moich postępów przez nauczycielkę francuskiego. 
Co z sylwestrem...
Ano będzie i to u mnie w domu. Zaofiarowałem się swojej klasie i zaproponowałem urządzenie imprezy u mnie wspólnymi siłami. Od początku podobał mi się ten pomysł. Poza egoistycznymi przesłankami, jak to że ja jako jedyny nie będę musiał rano zastanawiać się co tu robię i gdzie jest mój dom, dlaczego mi tak niedobrze oraz co z wczoraj zapomniałem,
chodzi głównie o możliwość spędzenia z ludźmi trochę czasu. Jesteśmy jakąś tam wspólnotą, więc zobowiązuje.
Dodajmy, że nie brak tu równych ludzi. Miałem propozycję uczestniczenia w imprezie z udziałem moich wieloletnich znajomych. A zdecydowałem się jednak na klasowe witanie nowego roku... Czuję, że nie znam tych ludzi na tyle, na ile na to wszyscy zasługują, a w końcu jesteśmy klasą dopiero półtorej roku. Niewiele czasu zostało, obiektywnie rzecz biorąc. Więc nie marnować okazji i dobrze się bawić - taka myśl się zakłębiła w mojej głowie.
W każdym razie cieszę się jak głupi z tego sylwestra, chociaż jest cały czas na etapie intensywnego planowania. xD
A jak już to wszystko ten... to co potem?
Konieczność zaliczenia francuskiego i przez to spora ilość pracy, którą trzeba sobie samemu rozplanować i za nią wziąć, a nawet gorzej, samemu trzeba się przy niej pilnować i kontrolować, uświadomiła mi, że tak naprawdę mam mnóstwo czasu. Chyba na wszystko by mi go wystarczyło. Analogicznie do książek w odniesieniu do olimpiady historycznej zresztą...
A robotę to ja sobie zawsze potrafię wymyślić. Nawet jeśli to próba spróbowania swoich sił w kolejnej dziedzinie informatyki. xD A na tym polu próbowałem już wielu rzeczy, ho ho...